jak-poradzic-sobie-z-brakiem-czasu

Prawie wszyscy dzisiaj gdzieś się spieszymy…

Ciągle gdzieś biegniemy i ciągle mówimy „nie mam czasu…”

Jeśli przełożymy to na marketing internetowy, sytuacja jest bardzo podobna.

Rozpoczynając przygodę z e-biznesem albo po prostu działając w marketingu internetowym, mamy do wykonania pewne działania.

Mamy projekty, które należy wykonać oraz codzienne czynności, które należy robić, żeby ten biznes rozwijać.

Przykładem może być codzienne blogowanie.

Nie będę teraz pisał więcej na ten temat. Chodzi po prostu o to, że codzienne blogowanie pozwala na sukcesywne generowanie ruchu a co za tym idzie, powiększanie listy adresowej i większą sprzedaż (więcej o tym możesz przeczytać tutaj).

Kiedy ja po raz pierwszy usłyszałem o tym, że jednym ze sposobów działania w marketingu internetowym jest codzienne blogowanie, moja reakcja była taka:

Niemożliwe

Byłem przekonany, że nikt nie ma tyle czasu, żeby codziennie tworzyć nowe posty.

Kiedy jednak zobaczyłem, że jest to możliwe (dotarłem do ludzi, którzy faktycznie codziennie tworzą nowy wpis na blogu), musiałem tamto przekonanie odrzucić bo nie miało nic wspólnego z prawdą.

Okazuje się bowiem, że wszystko zależy od naszego nastawienia…

Podobno jest tak, że to wykonanie tego samego zadania może nam zająć tydzień lub zaledwie jeden dzień. Wszystko zależy od powodu, który stoi za jego wykonaniem…

Pozwól, że to wyjaśnię…

Kiedy pracowałem na etacie, zmorą dla mnie było pójście do pracy na popołudnie (pracowałem na dwie i na trzy zmiany).

Nie miałem czasu dla siebie.

Wydawało mi się, że się budziłem i że zaraz musiałem jechać do pracy.

Wiedziałem jednocześnie, że skoro chcę cokolwiek osiągnąć w e-biznesie, nie mogę mieć wymówek. Założyłem więc sobie wtedy, że zrobię co w mojej mocy, żeby codziennie tworzyć nowy wpis na blogu (już wiedziałem, że jest to bardzo ważne) i że o każdym nowym wpisie będę informował budowaną wtedy pierwszą listę kontaktów.

Zależało mi na tym…

Tak mocno mi zależało, że faktycznie mimo niewielkiej ilości czasu, codziennie (OK, czasami zdarzył mi się dzień lub dwa przerwy) tworzyłem nowy wpis na blogu i informowałem o tym moją listę adresową.

To trwało około pół roku…

Kiedy jednak po tym czasie napisałem mailing z ofertą cudzego produktu, zarobiłem w około tydzień ponad 1.000zł a później zdecydowanie więcej, promując inne oferty, z których sam skorzystałem.

To była ta sama lista, z którą kontaktowałem się przez ostatnie pół roku, dzieląc się tym, co stworzyłem na blogu.

Prosty sposób aby poradzić sobie z brakiem czasu

Oto postanowiłem to robić.

Niezależnie od tego, na jaką zmianę pracowałem, zaraz po przebudzeniu i porannej toalecie, zabierałem się za pisanie.

Tworzyłem wpisy związane z marketingiem internetowym oraz rozwojem osobistym (do dzisiaj zresztą piszę na te tematy zarówno na tym blogu jak i na moim blogu anglojęzycznym).

Mój cel każdego ranka to był po prostu nowy i dobry wpis na blogu. Mówiąc „dobry” mam na myśli najlepszy na jaki w danym momencie było mnie stać.

Dla Ciebie to może być coś innego. Ja piszę o blogowaniu, ponieważ ta metoda pozwala na długofalowe generowanie ruchu, jeśli wiesz jak wykorzystać blog dla celów zarobkowych (w tym raporcie odpowiadam na to pytanie).

To o czym p nie dotyczy tego bloga, choć na blogu, na którym teraz jesteś, także staram się pisać systematycznie i systematycznie staram się promować stworzoną wartość (więcej o tym przeczytasz tutaj).

Jak pisałem i piszę swoje artykuły?

Przede wszystkim ustalam sobie czas, w którym będę zajęty tylko pisaniem.

Jest to 45 minut „czystego” pisania. Bez sprawdzania błędów. Bez edycji. Bez niepotrzebnych czynności, które mogą mnie rozkojarzyć.

Mam zamkniętego Facebooka, wyciszony telefon i wyłączone wszystkie inne urządzenia (TV, radio) które mogą mi przeszkadzać.

Po tych 45 minutach robię sobie przerwę (10-15 minut), podczas której nie robię nic albo np. przygotowuję sobie kawę lub herbatę.

Jeśli nie skończę swojego tekstu, wracam do pisania i dopiero wtedy, kiedy jest skończony, zabieram się za jego edycję.

Sprawdzam pisownię (co i tak często kończy się porażką, bo później zauważam kolejne błędy ;-)), pogrubiam, pochylam i podkreślam ważniejsze w mojej ocenie części tekstu, dodaję grafikę (zdjęcie, obrazek), wpisuję tagi i określam kategorię, w jakiej konkretny wpis powinien się znaleźć.

Co później?

Otwieram autoresponder i ustalam termin i godzinę wysyłki mailingu, w ramach którego informuję osoby na moich listach adresowych o nowym wpisie (ja przeważnie wysyłam mailingi o 8:00 rano a jeśli nie zdążę to o 15:00).

Później dzielę się tym samym wpisem na swoim fanpage’u i w grupach na Facebooku, w Google+ oraz w odpowiednich społecznościach w ramach Google+.

Jeśli znajdę artykuł, który jest tematycznie związany z tym co napisałem, to zostawiam pod nim komentarz, wklejając w formularzu link do mojego artykułu (w samych komentarzach unikam z reguły wklejania linków).

To wszystko.

Dzisiaj, po napisaniu setek (z może tysięcy) artykułów na swoich blogach całość zajmuje mi od 1 do 2 godzin.

Czy to dużo?

To zależy od tego jak bardzo zależy Ci na wynikach w Twoim e-biznesie.

Nie jest zresztą powiedziane, że musisz to robić.

Możesz zainwestować pieniądze w płatną reklamę i w ten sposób także budować swoją listę adresową.

Ogromną zaletą bloga jest jednak to, że raz stworzona i wypromowana treść na blogu może dla Ciebie pracować przez długi czas a płatna reklama pracuje tylko w momencie, kiedy jest wyświetlana (i opłacona).

Nie, nie mówię, że płatna reklama jest czymś złym. Sam ją stosuję ale wiem, że w większości wypadków nie możemy sobie pozwolić na inwestowanie kilkuset złotych w reklamę, bo obawiamy się utraty tych pieniędzy.

Jeśli zastanawiasz się nad tym, skąd wziąłem taki pomysł na codzienne tworzenie treści na blogu, to już wyjaśniam.

Któregoś dnia trafiłem na materiał Sebastiana Schabowskiego, który traktował o optymalizacji życia a jedna z lekcji mówiła właśnie o produktywności. W tym kursie właśnie dowiedziałem się o istocie porannego rytuału i postanowiłem wykorzystać go w niedługo potem do blogowania (materiał, o którym mówię jest tutaj).

Jest sprawą oczywistą, że niczego nie mogę Ci gwarantować ani obiecywać. Mam jednak nadzieję, że to o czym napisałem, zainspiruje Cię do tego, żeby nie odkładać niczego na później i żeby stać się jeszcze bardziej produktywnym niż jesteś teraz.

Oznacza to bowiem, że będziesz mógł zrobić więcej rzeczy w krótszym czasie :-)

 


Z życzeniami sukcesu,
Michał Kidziński

P.S. Świetny artykuł na temat produktywności wraz z linkiem do testu, który pomoże Ci odkryć Twoją produktywność, znajdziesz tutaj.

komentarz3